drug rehab Tampa
piątek, 05 październik 2018 14:20

Polowanie czas zacząć…

Hubertus to święto myśliwych, organizowane  na początku sezonu jesienno-zimowego. W Polsce kult św. Huberta sięga XVIII wieku. W czasach II Rzeczypospolitej, inicjatorem polowań hubertowskich w Spale był prezydent Ignacy Mościcki. Do dziś w polskiej tradycji łowieckiej w dniu 3 listopada organizowane są tzw. hubertowiny, czyli polowania zbiorowe o charakterze szczególnie uroczystym, z zachowaniem historycznych wzorców i ceremoniałów.

01

Zgodnie z tradycją w Europie sezon łowiecki rozpoczynał się w dniu św. Huberta,  czyli 3 listopada. W Polsce zwyczaj ten upowszechnił się za czasów panowania króla Augusta II Mocnego. W tym dniu ziemianie organizowali w swoich majątkach polowanie lub tzw. bieg myśliwski św. Huberta. Był to tradycyjny bieg za lisem, przy czym w rolę lisa mógł się wcielić jeden z jeźdźców. Pościg rozpoczynał się wcześnie rano, sygnałem trąbki. Wówczas zgromadzeni na starcie uczestnicy rozpoczynali pogoń za lisem. Zwycięzca wracał triumfalnie do majątku na czele kawalkady jeźdźców, w tym orkiestry trębaczy. Po wręczeniu nagród, przystępowano do spożywania bigosu. Wieczorem odbywał się elegancki bal.

W okresie II Rzeczypospolitej biegi myśliwskie św. Huberta organizowały również pułki ułanów. Często uczestniczyła w nich  młodzież ziemiańska, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Szczególnie uroczyście obchodzono ten dzień w Szkole Podchorążych Rezerwy Kawalerii w Grudziądzu. Przygotowywano tam pogoń za lisem z przeszkodami z udziałem około 400 jeźdźców. Zmagania te śledziła licznie zgromadzona na trybunach publiczność. Dodatkową atrakcją była muzyka w wykonaniu orkiestry wojskowej i bar z gorącymi przekąskami.

Polowania za prawdziwym lisem lub zającem nie mogły się odbyć bez udziału sfory psów gończych – chartów, foksterierów, bigli (beagle), bassetów lub ogarów polskich, którymi opiekowali się tzw. dojeżdżacze. Handel psami myśliwskimi odbywał się najczęściej w drodze wymiany, rzadko sprzedaży. Na Kresach dużą popularnością cieszyły się charty, najczęściej rasy krymskiej, maści czarnej, podpalane, z dość długim włosem, wąskim pyskiem i długim ogonem. Drugą odmianę stanowiły charty zwane psowymi, większe i bardziej masywne od krymskich, najczęściej szare z długim włosem. Jeśli w polowaniu brało udział kilku myśliwych ze swoimi sforami, przed rozpoczęciem gonitwy ustawiali się oni w równych liniach w odległości około pięćdziesięciu metrów od siebie. Dojeżdżacze z psami znajdowali się najczęściej po obu flankach i w środku. Konie uczestniczące w polowaniu musiały być oswojone z psami.

02Prekursorem polowań nazywanych par force na ziemiach polskich był Alfred hr. Potocki z Łańcuta. Uczestnicy tego wydarzenia mieli na sobie specjalne stroje. Mężczyźni byli ubrani w czerwone fraki lub rajtroki, białe spodnie, białe kamizelki, koszule i plastrony, długie czarne buty do jazdy konnej oraz czarne cylindry lub toczki. Kobiety, które pierwotnie jeździły konno bokiem przywdziewały czarne suknie (amazonki) i żakiety (staniki) lub czerwone rajtroki damskie. Z biżuterii dopuszczalne były jedynie broszki. W pierwszej połowie XX wieku kobiety zaczęły zakładać bryczesy, początkowo razem ze spódnicą. Gdy po I wojnie światowej upowszechnił się  tzw. „męski styl jazdy”, damy przejęły także męski styl ubierania się. Obowiązującym wśród obu płci atrybutem do jazdy końskiej były skórzane rękawiczki, palcata myśliwska lub szpicruta.

W okresie jesiennym, po wykopkach ziemniaków popularne były polowania na kuropatwy i zające w polu. Mogły się one odbywać w sposób tradycyjny z udziałem naganki, chociaż bardziej spektakularne były polowania na zające z chartami, które odbywały się bez udziału strzelb. Ich przebieg doskonale opisuje Helena Kuryłowska: „Ten kto pierwszy zoczył zająca, hecował, to znaczy krzyczał: heco!, heco! […] Najbliższy dojeżdżacz musiał być gotów do puszczenia chartów ze smyczy w chwili, gdy zając się poderwie. Mysliwy, ten który hecował szaraka, spędzał go, najeżdżając i wołając: wyczha! wyczha! Za zającem porywały się spuszczone ze smyczy psy, za nimi pędzili na koniach myśliwi […] Zaczynała się szaleńcza gonitwa psów i myśliwych za zającem […] Dobre charty, dając obroty i w ten sposób pomagając napędzić zająca jeden drugiemu, dopadały szaraka”. Do tego typu polowań wykorzystywano również inne rasy psów, jak foksteriery czy bigle.

Jesienne łowy organizowane w majątkach ziemskich były na ogół dużymi przedsięwzięciami o znaczeniu towarzyskim. Zaproszenia na nie często wysyłano już na początku sierpnia. Gospodarzom zależało bowiem, by stawiła się na nich cała myśliwska elita. W dobrym tonie było wcześniejsze przygotowanie „Programu łowów”, który zawierał szczegółowe informacje o dacie polowania, miejscu i czasie wyjazdu do lasu, ilości przewidywanych miotów czy czasie serwowania posiłków. Regulamin podawał też informacje na temat bezpieczeństwa i porządku podczas polowań. Zwyczajowo organizator nie brał udziału w gonitwie, ale dbał o porządek i komfort gości oraz nadzorował przebieg całego przedsięwzięcia. Wybierał też króla i wicekróla, czyli myśliwych, którzy osiągnęli najlepsze wyniki. Polowania z udziałem zaproszonych gości zwyczajowo kończyły się wielkim przyjęciem, a nawet balem we dworze.

Łowy w tamtych czasach były częstym i lubianym sposobem spędzania wolnego czasu., zwłaszcza przez mężczyzn, Chociaż sukcesy w tej dziedzinie odnosiły również kobiety. Przykładem może być Helena hr. Mycielska, która została „królową” polowania w Bonikowie  w 1904 roku osiągając wynik 221 zajęcy, 27 bażantów i 2 sarny. Każdy młody uczestnik (dotyczyło to przede wszystkim chłopców), który upolował swoją pierwszą zdobycz był bardzo często pasowany przez ojca na myśliwego. Odbywało się 03to poprzez nakreślenie na jego czole znaku krzyża św. Huberta krwią zabitego zwierzęcia.

Polowania miały wielorakie znaczenie – rytualne, myśliwskie, towarzyskie, sportowe i kulinarne, bowiem dziczyzna uchodziła wówczas za rarytas. Skóry zabitych zwierząt stanowiły cenny materiał ubraniowy i dekoracyjny.

Ważną kwestią było przestrzeganie okresów ochronnych i całkowitych zakazów odstrzałów zwierząt, ustanowionych przez prawo łowieckie. Na przykład w okresie międzywojennym nie obowiązywały okresy ochronne na strzelanie do dzików i dzikich królików. Od 15 lipca do połowy stycznia można było polować na dzikie kaczki, bekasy i kuliki. Do zajęcy i lisów można było strzelać przez prawie cały okres jesienny i zimowy, do kuropatw, cietrzewi i bażantów – od 1 września do pierwszych śniegów. Ograniczenia dotyczące odstrzału saren, łosi i łani jelenich uzależniano m.in. od liczebności tej zwierzyny na danym terenie w konkretnym okresie. Niedźwiedzie i żubry były objęte ochroną całkowitą.        Oprócz przepisów prawnych obowiązywały też niepisane zasady związane w poszanowaniem zwierzyny. Nie strzelano do kuropatw na śniegu, do bażantów na ziemi, do saren i łani z młodymi czy loch z warchlakami. Myśliwi, których patronem był św. Hubert pamiętali też o moralnych i religijnych aspektach związanych z polowaniami. Dlatego zgodnie z tradycją uczestnicy pierwszych łowów brali udział we mszy świętej, podczas której powierzali się opiece swojego patrona. Ponadto nie urządzali polowań w niedzielę i święta, z wyjątkiem dnia św. Huberta, Wigilii i Sylwestra. Nie polowano również podczas żałoby czy śmierci bliskiej osoby.

Z biegiem lat następowała stopniowa ewolucja w postrzeganiu polowań. Młodzi ludzie zaczynali inaczej patrzeć na świat i otaczającą ich rzeczywistość. Zabijanie zwierząt nie było dla nich rozrywką samą w sobie. Niektórzy lubili uczestniczyć we wszystkich ceremoniach pobocznych związanych z polowaniami, ale sam akt zabijania i oprawiania zwierzyny nie był przez nich w pełni akceptowany. Jednak zasadnicza zmiana myślenia o polowaniach przez ziemian nastąpiła po II wojnie światowej. Wielki pasjonat myślistwa i strzelania wyznał: „Dopiero wojna 1939 roku uświadomiła mi inną stronę zagadnienia i postawiła pytanie: czy wolno odbierać życie drugiej żywej istocie. Obecnie w żadnym razie nie mógłbym uczestniczyć w tym , co kiedyś uważałem za najatrakcyjniejszą rozrywkę”.

Tekst: Joanna Szymańska-Radziewicz

Oprac.graf. Paulina Szymańska

Na podstawie książki Tomasza Pruszaka „Ziemiańskie święta i zabawy: tradycje karnawałowe, ślubne, dożynkowe i inne”.  Warszawa : Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012

Czytany 26 razy